/Poezja

Poezja

czas

Pan Cogito o potrzebie ścisłości

(…)

a przecież w tych sprawach konieczna jest aktualność

nie wolno się pomylić

nawet o jednego

jesteśmy mimo wszystko

stróżami naszych braci

niewiedza o zaginionych

podważa realność świata

wtrąca w piekło pozorów

diabelską sieć dialektyki

głoszącej że nie ma różnicy

między subiekcją a widmem

musimy zatem wiedzieć

policzyć dokładnie

zawołać po imieniu

opatrzyć na drogę

w miseczce z gliny

proso mak kościany grzebień

groty strzał

pierścień wierności

Konstanty Ildefons Gałczyński, Zima z wypisów szkolnych

Któż to tak śnieżkiem prószy z niebiosów? Dyć oczywiście pan wojewoda; módl się, dziecino, z całą krainą - niech Bóg mu siły doda; śnieżku naprószył, śnieżek poruszył dobry pan wojewoda.

A któż na szybach maluje kwiaty, czy mróz, czy mróz, dziecino? Nie, to rączuchną dla siebie, żabuchno, starosta ze starościną; srebrzyste prążki, listki, gałązki dla ciebie, dziwna dziecino.

A któż te śliczne zawiesił sople za oknem u okapu? Czy może także mróz niedobry swą fantastyczną łapą? Bie, moje złoto, to referenci, podkierownicy, nadasystenci nocą nie spali, hurra! wołali, sople poprzyklejali.

Hej, tam w Warszawie jest pan minister siwy i taki miły, przez okno rzuca spojrzenia bystre, bo chce, by dla ciebie były zimą sopelki, śniegi i lody: wszystkie zimowe wygody.

Jeżeli tedy sanki usłyszycz i dzwonki ich tajemnicze, wiedz: to minister w skupionej ciszy nacisnął taki guziczek, że gwiazdki dzwonią i gwiazdki lśnią nad miastem i nad wsią.

Konstanty Ildefons Gałczyński 1936

Herbert Zbigniew - Potęga smaku

Pani Profesor Izydorze Dąmbskiej Potęga smaku

To wcale nie wymagało wielkiego charakteru nasza odmowa niezgoda i upór mieliśmy odrobinę koniecznej odwagi lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku Tak smaku w którym są włókna duszy i cząstki sumienia

Kto wie gdyby nas lepiej i piękniej kuszono słano kobiety różowe płaskie jak opłatek lub fantastyczne twory z obrazów Hieronima Boscha lecz piekło w tym czasie było jakie mokrt dół zaułek morderców barak nazwany pałacem sprawiedliwości samogonny Mefisto w leninowskiej kurtce posyłał w teren wnuczęta Aurory chłopców o twarzach ziemniaczanych bardzo brzydkie dziewczyny o czerwonych rękach

Zaiste ich retoryka była aż nazbyt parciana (Marek Tulliusz obracał się w grobie) łańcuchy tautologii parę pojęć jak cepy

dialektyka oprawców żadnej dystynkcji w rozumowaniu składnia pozbawiona urody koniunktiwu

Tak więc estetyka może być pomocna w życiu nie należy zaniedbywać nauki o pięknie

Zanim zgłosimy akces trzeba pilnie badać kształt architektury rytm bębnów i piszczałek kolory oficjalne nikczemny rytuał pogrzebów

Nasze oczy i uszy odmówiły posłuchu książęta naszych zmysłów wybrały dumne wygnanie

To wcale nie wymagało wielkiego charakteru mieliśmy odrobinę niezbędnej odwagi lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku Tak smaku który każe wyjść skrzywić się wycedzić szyderstwo choćby za to miał spaść bezcenny kapitel ciała głowa

C.K. Norwid

“Ogromne wojska i bitne generały Policje jawne, tajne i dwupłciowe Przeciwko komu się tak pojednały? Przeciwko kilku myślom, co nie nowe”

Przesłanie Pana Cogito

Idź dokąd poszli tamci do ciemnego kresu po złote runo nicości twoją ostatnią nagrodę

idź wyprostowany wśród tych co na kolanach wśród odwróconych plecami i obalonych w proch

ocalałeś nie po to aby żyć masz mało czasu trzeba dać świadectwo

bądź odważny gdy rozum zawodzi bądź odważny w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy

a Gniew twój bezsilny niech będzie jak morze ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

niech nie opuszcza ciebie twoja siostra Pogarda dla szpiclów katów tchórzy – oni wygrają pójdą na twój pogrzeb i z ulgą rzucą grudę a kornik napisze twój uładzony życiorys

i nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie

strzeż się jednak dumy niepotrzebnej oglądaj w lustrze swą błazeńską twarz powtarzaj: zostałem powołany – czyż nie było lepszych

strzeż się oschłości serca kochaj źródło zaranne ptaka o nieznanym imieniu dąb zimowy światło na murze splendor nieba one nie potrzebują twego ciepłego oddechu są po to aby mówić: nikt cię nie pocieszy

czuwaj – kiedy światło na górach daje znak – wstań i idź dopóki krew obraca w piersi twoją ciemną gwiazdę

powtarzaj stare zaklęcia ludzkości bajki i legendy bo tak zdobędziesz dobro którego nie zdobędziesz powtarzaj wielkie słowa powtarzaj je z uporem jak ci co szli przez pustynię i ginęli w piasku

a nagrodzą cię za to tym co mają pod ręką chłostą śmiechu zabójstwem na śmietniku

idź bo tylko tak będziesz przyjęty do grona zimnych czaszek do grona twoich przodków: Gilgamesza Hektora Rolanda obrońców królestwa bez kresu i miasta popiołów

Bądź wierny Idź

Passa

Sąsiad, wpadając niespodziewanie,

Zwłaszcza gdy sobie ciut golnie,

Zawsze zadaje mi to pytanie:

Kiedy to wreszcie…? Tra la la la la.

Co dzień się zmiany wprowadza nowe,

Czyniąc to dość nieudolnie.

Sąsiad się ciągle łapie za głowę:

Przecież to zaraz… tra la la la la.

Ja mu tłumaczę, że taką władzę

Wybraliśmy dobrowolnie,

A on mi na to: Nic nie poradzę,

Ale to wkrótce… tra la la la la.

Tak jak przed laty, proces odnowy

Musi się zacząć oddolnie.

Naród po rozum pójdzie do głowy,

I w końcu wszystko… tra la la la la.

Z tego powodu logiczny wniosek

Nasuwa się mimowolnie:

Gdy prawda dotrze do miast i wiosek,

Wtedy to z hukiem… tra la la la la.

Koła historii, jak uczą dzieje,

Toczą się szybciej lub wolniej,

Lecz każdy reżim, mam tę nadzieję,

Wcześniej czy później… tra la la la la.

Wybaczcie, proszę, że poemacik

Zakończę nieco frywolnie,

Ale pocieszyć pragnę współbraci,

Że to niebawem… tra la la la la.

Władysław Szlengel , Nasz Przegląd, 1.04.39 r.

Prima Aprilis

boki zrywać panowie… uczta prawdziwa panowie… spojrzałem panowie mili gdy gazeciarz pismo mi dawał wiedziałem - prima aprilis więc na kawale - kawał… z nagłówków chichotał nonsens - ze szpalt szaleństwo drwiło - i żartu dobry kąsek więc nic mnie nie zdziwiło: że Fuhrer i Duce niszczeniem traktatów chcą gwarantować pokój światu że ofiara przychodzi prosić przemoc - że wolność swą ludzie oddają niemo - że kraj swój obcym rzucają pod stopy że znowu zmienia się mapa Europy - że znowu się Żydom grunt gdzieś zapalił że ledwie spoczęli znów trzeba dalej że przez twarde pigułki z Essen ludzie w Niemczech nie mają zu essen… że dał się bezczelnie wywieść w pole stary i mądry lis z parasolem… że wszystkie ludzkie umowy na nic że giną że płoną słupy granic czytałem spokojnie brednie gazety prima aprilis! gniewać się?! Nietakt! a potem spostrzegłem niestety że to… wczorajsza gazeta

Bieda

Choć jestem lekarzem I o niczym innym nie marzę Pieniędzy brakuje Nawet, kiedy nie wariuję

Powiecie: „jak zwykle kłamie!” Konowale bogaty, Ty chamie! Lecz, gdy moja działalność ruszyła Zatrudnienie znacznie utrudniła

Jestem więc bez pracy Bo zarządcy tacy Wolą pracować w spokoju Niż potrzebnym znoju

Morał z tego taki Lepiej bądź nijaki Nie walcz o poprawy Pier… wszystkie sprawy.

B. Fiałek

Gotowy zestaw, nie zawiera baterii

Składa się z powłoki skórnej, skóra naturalna W niektórych egzemplarzach napięta, W niektórych wiotka, Zazwyczaj jednak całkiem ładna.

Pod skórą mięso, Nazwane czulej: mięśnie. Tych w zależności od modelu Zestaw różnie mieści.

Pod mięśniami różne instrumenty, Zwane także organami. Sympfonia dźwięków Wspomagana krwiobiegami.

I jeszcze parę innych dziwnych rzeczy, Ciężko je w instrukcji opisać, Tworzący instrukcję się męczył. Bo dla przykładu, Mogłoby być wszystko jasne: mózg to mięsień? Ale jak się okazało, W tym nibymięśniu zawarł się umysł jeszcze. I o nim instrukcji nie sposób napisać, Każdy umysł inny, nieseryjny wychodzi, A w instrukcji nie wolno zmyślać. I to samo z sercem, A jakże, także, Ale zaczęli go rysować inaczej, Niż wygląda wszakże I się “pokrzaczyło”, Raz serce boli, zawala się zawałem, Raz w nim miło…

Gotowy zestaw, całkiem ładny, Tylko nie zawiera baterii Ani ładowarki. Skąd je wziąć? Nie jestem pewien… Niech każdy sam to rozważy.

Kornel Filipowicz, wiersz z tomu “Powiedz to słowo”, 1984

W państwie totalitarnym Wolność Nie będzie nam odebrana Nagle Z dnia na dzień Z wtorku na środę Będą nam jej skąpić powoli Zabierać po kawałku (Czasem nawet oddawać Ale zawsze mniej, niż zabrano) Codziennie po trochę W ilościach niezauważalnych Aż pewnego dnia Po kilku lub kilkunastu latach Zbudzimy się w niewoli

Ale nie będziemy o tym wiedzieli Będziemy przekonani Że tak być powinno Bo tak było zawsze.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Juan_Ram%C3%B3n_Jim%C3%A9nez

https://pl.wikipedia.org/wiki/Iwan_Franko

https://pl.wikipedia.org/wiki/Taras_Szewczenko

https://pl.wikipedia.org/wiki/Litopys_UPA

https://pl.wikipedia.org/wiki/Sergiusz_Piasecki

https://pl.wikipedia.org/wiki/Sylvia_Plath


Edytuj tę stronę dzieląc się własnymi notatkami!


Edytuj tę stronę dzieląc się własnymi notatkami!

Subscribe to Notatki historyczne Tomka

Get the latest posts delivered right to your inbox

Tomasz Waszczyk

Tomasz Waszczyk

Ten kto nie szanuje i nie ceni swej przeszłości nie jest godzien szacunku teraźniejszości ani prawa do przyszłości.

Read More