/Historia

11 października

1962

https://pl.wikipedia.org/wiki/Sob%C3%B3r_watyka%C5%84ski_II

1944

dr Ludwig Fischer, gubernator tzw. dystryktu warszawskiego, skierował do podległych sobie jednostek administracji telegram, dotyczący wydanego przez Hitlera tzw. Rozkazu nr 2. Oto fragment treści telegramu:

“Warszawa, 11 października 1944, godzina 10:40.  Dot.: nowa polityka wobec Polski. Po wizycie SS-Obergruppenfuhrera von dem Bacha u Głównego Dowódcy SS  [Reichsfuhrera Heinricha Himmlera] niniejszym informuję, co następuje: (…)  Obergruppenfuhrer von dem Bach otrzymał nowy rozkaz – Warszawa ma zostać  spacyfikowana, tzn. zrównana z ziemią jeszcze podczas wojny, chyba że to  uniemożliwiają potrzeby wojskowe związane z budową fortyfikacji. Przed  zniszczeniem, należy usunąć wszystkie surowce, tekstylia i meble. Główna  odpowiedzialność spoczywa na administracji cywilnej. Podaję niniejsze do  wiadomości, ponieważ ten nowy rozkaz Fuehrera o zniszczeniu Warszawy ma  ogromne znaczenie dla kontynuacji nowej polityki wobec Polski (Polenpolitik). Podpisano: Dr. Fischer, Gubernator Distrikt Warschau, czasowo w Sochaczewie”.

Uzupełnieniem tegoż rozkazu były dyspozycje, jakie Himmler wydał 12  października podczas narady odbytej w jego kwaterze polowej na Mazurach.  Powiedział wtedy do (szefa SS i Policji tzw. dystryktu warszawskiego) Paula  Geibla:

“To miasto ma całkowicie zniknąć z powierzchni ziemi i służyć jako punkt  przeładunkowy dla transportu Wehrmachtu. Kamień na kamieniu nie powinien  pozostać. Wszystkie budynki należy zburzyć, aż do fundamentów. Pomieszczenie  dla wojska zostanie urządzone w piwnicach – hotele więcej nie istnieją.  Pozostaną tylko urządzenia techniczne i sieć kolei żelaznej”.

Trudno znaleźć precedens dla takiego dokumentu w nowożytnej historii Europy,  a może całego świata. Oto najwyższe władze państwowe jednego kraju podejmują  polityczną decyzję o całkowitej likwidacji stolicy innego państwa, nawet nie  usiłując tego uzasadnić jakimikolwiek względami natury wojskowej! Odwrotnie,  podkreśla się, że uwarunkowania militarne wymagają zachowania pewnej liczby  zabudowań czy urządzeń.

Rozkaz ten jest w szczególny sposób szokujący nie tylko przez swoje  niszczycielskie barbarzyństwo; miał on także głębszą wymowę polityczną. Jest  on klinicznym dowodem na niezwykłą w swojej zapiekłości wrogość wobec narodu  polskiego, zjawisko wyjątkowe nawet w kontekście II wojny światowej.  Przywódcom III Rzeszy nie wystarczyło wieloletnie męczeństwo Warszawy,  stopień jej destrukcji sięgający 50% w chwili zakończenia Powstania, śmierć w  1944 roku prawie 200 tysięcy jej mieszkańców, wreszcie kapitulacja miasta 2  października. Ich dzika żądza zemsty i zniszczenia raz na zawsze ośrodka  polskiego myśli narodowej i niepodległościowej, a także wyrządzenia jak  największych szkód dorobkowi materialnemu, duchowemu i kulturalnemu narodu  polskiego, podyktowały decyzję o dokończeniu zagłady miasta nawet wbrew  własnym interesom militarnym i politycznym.

Niektórzy co bardziej trzeźwo myślący dygnitarze nazistowscy dostrzegali  bezsens zarówno wojskowy, jak i polityczny tej akcji. Nawet w piśmie Fischera  daje się dostrzec coś w rodzaju żalu, że dokończenie zniszczenia miasta  dodatkowo torpedowało jego “nową politykę” wobec Polski, mającą polegać na  osiągnięciu jakiegoś rodzaju porozumienia z Polakami w celu wspólnej walki z  Sowietami. Oczywiście realność tych oczekiwań była znikoma, jednak przy  decyzji o zagładzie polskiej stolicy – zgoła zerowa.

Także dowództwo warszawskiego garnizonu Wehrmachtu, odpowiedzialne za  przygotowanie Warszawy do obrony przed spodziewanym atakiem sowieckim jako  twierdzy (tzw. “Festung Warschau”), nie wykazywało szczególnego entuzjazmu  dla akcji masowego burzenia, poważnie utrudniającej zadanie budowy w mieście  umocnionych rejonów oporu. Sprzeciwiło się zrównaniu z ziemią tych  nielicznych budowli, które ostatecznie ocalały (np. kilku zabytkowych  obiektów po wschodniej stronie ul. Krakowskie Przedmieście). Oczywiście  komenda garnizonu warszawskiego bynajmniej nie kierowała się miłością do  zabytków Warszawy, a tylko potrzebą zachowania budynków jako tzw. kulisów do  ochrony przed ostrzałem artylerii sowieckiej z prawego brzegu Wisły (część  dowództwa niemieckiego kwaterowała w tzw. Domu Bez Kantów, znajdującym się w  tamtym rejonie). Odpowiednie zarządzenie wydał w dniu 18 października  dowódca 9-tej Armii, gen. Smilo von Luttwitz:

“Zgodnie z wojskowym punktem widzenia należy opracować kolejność niezbędnych  prac związanych z rozkazem Hitlera o zniszczeniu miasta Warszawy, przy czym  należy również ustalić, które domy jako kulisy ochraniające przed obserwacją  i ostrzałem artyleryjskim nieprzyjaciela muszą być pozostawione”.

Co innego “zwykłe” plądrowanie miasta – Wehrmacht uczestniczył w nim ochoczo.  Niemcy pozostawili także pewną niewielką liczbę niezniszczonych dodatkowych  budynków (m.in. w południowym śródmieściu, np. przy ul. Lwowskiej), a to  dlatego, żeby pozostawić w nich miny i różnego rodzaju wybuchowe pułapki.  Niektóre z nich odniosły pożądany skutek: jeszcze po opuszczeniu Warszawy  przez Niemców były wypadki śmierci powracających do miasta Warszawiaków, w  chwili wchodzenia do niezniszczonych domów. Mimo powyźszych uwarunkowań, w swoim ogólnym zakresie, rozkaz Hitlera o  zniszczeniu Warszawy został wykonany skrupulatnie i precyzyjnie.

Jednak SS-Obergruppenfuhrer Erich von dem Bach (dowódca wojsk zwalczających  Powstanie Warszawskie) już nie zajął się wykonaniem rozkazu likwidacji miasta  (wkrótce po kapitulacji Powstania został odkomenderowany do Budapesztu).  Odpowiedzialność za całość akcji zniszczenia Warszawy przejęły okupacyjne  władze cywilne przy pełnej współpracy jednostek policji, SS i armii. Całością  działań kierował dowódca SS i Policji na tzw. dystrykt warszawski, Paul Geibel,  podlegający bezpośrednio Himmlerowi. Utworzono specjalny sztab do niszczenia i  rabowania miasta, tzw. Raumungsstab, mieszczący się u wylotu ulicy Wolskiej.  Wykonawcami akcji były specjalne oddziały niszczycieli, tzw. Sprengkommando i  Vernichtungskommando. Dowódcą oddziałów burzycieli był gen. Policji Schmelcher.  Szczególnie “zasłużyli się” w niszczeniu miasta jego podkomendni: majorowie  policji Wenger, Schulz i Sarnow (dowódca jednostki minerskiej).

Niszczenie odbywało się według bardzo precyzyjnych założeń. Najpierw plądrowano  kwartały domów, potem do akcji przystępowały grupy podpalaczy (saperów), które  traktowały miotaczami ognia mniejsze domy, a zaminowywały i wysadzały w  powietrze większe obiekty. Po kilku dniach oddziały te jeszcze raz przechodziły  tymi samymi ulicami i niszczyły wszystko, co jeszcze ocalało.

Niemcy sami upajali się swoimi niszczycielskimi “osiągnięciami”. Żołnierze robi  sobie “pamiątkowe” fotki na tle zniszczonych zabudowań. Zachowało się np.  zdjęcie zadowolonych wojaków pozujących na tle zburzonego kościoła św.  Aleksandra na placu Trzech Krzyży. Zachowywali się zupełnie tak, jak np.  współcześni turyści pozujący na tle Pałacu Dożów w Wenecji!

Szczytem cynizmu było to, że Niemcy prowadzili też “dokumentację” swojej  haniebnej akcji. Zajmował się tym np. niejaki Alfred Mensebach, architekt,  członek Reichskammer der Bildenden Kunste (nazistowskiej instytucji sztuk  pięknych). Po wojnie odnaleziono tzw. archiwum Mensebacha, zawierające 137  zdjęć ukazujących sceny niszczenia miasta. Część fotografii robionych przez  Niemców było nawet… barwnych (!). Album Mensebacha zawierał także informacje  o odznaczonych za niszczenie Warszawy jego kolegach-podpalaczach, stąd znane są  ich nazwiska, takie jak Baumer, Sedlag, czy Krause.

Zniszczenia w Warszawie dokonane pomiędzy 11 października 1944 a 17 stycznia  1945, były olbrzymie. Prawdopodobnie przekroczyły straty poniesione przez  miasto podczas Powstania, sięgając 25-35% całości zabudowy. Trzeba pamiętać, że  w chwili kapitulacji Powstania, Warszawa ciągle jeszcze istniała jako zespół  urbanistyczny. Mimo wielkich strat powstałych w wyniku walk powstańczych, a  także wcześniejszego zburzenia getta i oblężenia miasta na początku wojny,  stopień zniszczenia tkanki miejskiej zapewne nie sięgał 50%.

Po upadku Powstania m.in. spalono gmach Biblioteki Krasińskich z cennymi  zbiorami archiwaliów, zniszczono Archiwum Miejskie i Archiwum Akt Nowych.  Wysadzono katedrę i kościół Jezuitów na Starówce, spalono kościół Reformatów na  Senatorskiej, Paulinów przy Nowomiejskiej, św. Barbary przy Nowogrodzkiej. 18  grudnia 1944 roku wysadzono w powietrze pałac Bruhla przy ulicy Wierzbowej  (najcenniejszy zabytek warszawskiego baroku – zniszczył go oddział mjra  Wengera), a 29 grudnia – pałac Saski (nieuszkodzony w Powstaniu). Niszczono  pomniki, elektrownię, filtry, wodociągi, sieć tramwajową. Dokonano ogromnych  zniszczeń całych kwartałów ocalałych kamienic w śródmieściu północnym i w  znacznej części południowego, a także na Woli i na Żoliborzu. Akcja trwała do  ostatniej chwili. Jeszcze w dniu 16 stycznia 1945 roku, gdy Wehrmacht już się  wycofywał z miasta, Niemcy zdążyli jeszcze podpalić zbiory Biblioteki  Publicznej przy ulicy Koszykowej! Żołnierze 1-ej Armii LWP, którzy pojawili się  tam w kilka godzin później, znaleźli już tylko wielki stos jeszcze gorących,  dymiących popiołów.

W styczniu 1945 roku procent całkowicie zniszczonych zabudowań Warszawy  wynosił, wg różnych szacunków, około 80-85%. Miasto już nie istniało jako  zespół urbanistyczny. Żadna stolica świata w historii nowożytnej nie poniosła  proporcjonalnie tak gigantycznych strat. W ogromnym stopniu – trzeba to jeszcze  raz podkreślić – nastąpiły one w wyniku rozmyślnej akcji, podjętej na mocy  decyzji politycznej, nie związanej w żadnym stopniu z potrzebami militarnymi  ani działaniami wojennymi.

Oznacza to, że za zagładę Warszawy pełną odpowiedzialność polityczną, moralną i  materialną ponosi państwo niemieckie. Które zresztą do dziś dnia nie dokonało  żadnej rekompensaty za zniszczenie przezeń z pełną premedytacją stolicy Polski.

Już nie mówiąc o moralnej hańbie spadającej na barki kraju ponoć  tak “cywilizowanego”, “kulturalnego” i “europejskiego”, a którego władze  państwowe, administracja i siły zbrojne dopuściły się aktu, który można  porównać jedynie z niszczycielską zawziętością starożytnych germańskich  barbarzyńców, którą już rzymski kronikarz Tacyt określił jako “furor  Teutonicus” (w swoim dziele pt. “Germania”). Ich niemieccy potomkowie w XX  wieku, owi nowożytni Hunowie, “godnie” nawiązali do barbarzyńskiej tradycji  swoich przodków. Przerazajaca jest skala barbarzynskich decyzji, ktore opetaly chore umysly tych “panow ludzkosci”. Rownanie z ziemia calych miast (malarz zamierzal rowniez zrownac z ziemia Moskwe i Sankt Petersburg, ale mogl sie “wyzyc” tylko na Warszawie), wydawanie wyrokow na cale narody (Zydow, Cyganow itd.), o ktorych “hobbysci” bawiacy sie w “bogow” decydowali w swoich “glownych kwaterach”.  W ten sposob zrobili ogromna krzywde takze wlasnemu narodowi, gdyz okreslili “standarty” postepowania w tej okrutnej wojnie. To oni sami sa rowniez winni zaglady Drezna, Hamburga, Krolewca oraz poniewierki wojennej milionow ludzi, w tym Niemcow. Doczesne szczatki tych “wladcow” nie spoczely w “panteonach chwaly” o jakich marzyli. Wiatry rozwialy ich prochy gdzie popadlo.

Bardzo słuszna uwaga. Jednak dziś wielu Niemców nie chce o tym pamiętać. W  ramach “pisania historii na nowo” zaczynają się użalać nad wysiedleniami ze  Wschodu, bombardowaniami alianckimi itd., zupełnie milcząc o tym, co Niemcy  wyprawiali wcześniej, choćby tutaj w Warszawie.

Najbardziej zdumiewające jest to, że i u nas pojawiają się “współczujące”  Niemcom głosy, doskonale wpisujące się w nurt niemieckiego rewizjonizmu  historycznego. Są też tacy Polacy, którzy w imię jakiegoś “pojednania” (a może  i innych celów) bezmyślnie fraternizują się z tymi organizacjami niemieckimi,  których cele są dla Polski niebezpieczne. 

Świeżym przykładem jest trwający w tych dniach zjazd tzw. Ziomkostwa Prus  Wschodnich, który odbywa się… w Olsztynie (!). Mało tego: uczestniczyli w tym  sabacie przedstawiciele władz samorządowych województwa warmińsko-mazurskiego!  Zrobili to, pomimo tego, że owo Ziomkostwo należy do rewizjonistycznego Związku  Wypędzonych Eriki Steinbach, jego szef - Wilhelm von Gottberg - jest jej  zastępcą w tym Związku, a na identyfikatorach przygotowanych przez  organizatorów była nazwa “Ostpreussen” zamiast nazwy polskiego województwa.

Zresztą, Ziomkostwo von Gottberga stale uzywa nazwy Prus Wschodnich, choćby w  wydawanej przez siebie publikacji “Ostpreussenblatt”. Warto zwrócić uwagę  (cytuję za “GW”), że w tym piśmie nigdy nie mówi się o niemieckiej winie za II  wojnę światową, a tylko i wyłącznie o cierpieniach Niemców w Prusach Wschodnich  zimą 1944-45 i w późniejszym okresie.

A jaki jest cel Ziomkostwa Prusaków? Von Gottberg wcale go nie ukrywa. Znowu  zacytuję “GW”:

“Wilhelm von Gottberg, przewodniczący Ziomkostwa, zapewnił, że nie domaga się  ono zwrotu pozostawionych w Polsce majątków. - Chcemy kupować tu ziemię, nie  odzyskiwać ją w sądzie. Ale nad pojedynczymi pozwami nie jesteś w stanie  zapanować - dodał”.

Ale z nich ŁASKAWCY! Oni nie chcą ZWROTU “swoich” ziem mazurskich w sądach, oni  chcą ją TYLKO KUPOWAĆ.

Jest całkowicie jasne, do czego może doprowadzić napisanie na nowo historii pod  niemieckie dyktando. Krokiem następnym będzie POWRÓT już “rozgrzeszonych”  Niemców na “ich” tereny wschodnie. Dążą do tego z wielką wytrwałością i  konsekwencją, a znakomicie im to ułatwi ślepota wielu naszych rodaków.

I to właśnie historia (ta prawdziwa, nie zakłamana) może nam podpowiedzieć, co  będzie dalej.

1939

W Warszawie ukazał się pierwszy numer “Nowego Kuriera Warszawskiego”- organu prasowego Generalnego Gubernatorstwa. Chociaż tytuł tej gazety, która miała po zamknięciu przez Niemców wszystkich przedwojennych polskich tytułów wypełnić rynek czytelniczy nawiązywał bezpośrednio do tradycji “Kuriera Warszawskiego” to nie cieszyła się ona szacunkiem. Gazetę nazywano “gadzinówką” lub “kurwerem”. Ostatnie wydanie ukazało się w styczniu 1945 roku.

kurier


https://pl.wikipedia.org/wiki/Sobór_watykański_II


Edytuj tę stronę dzieląc się własnymi notatkami!

Subscribe to Notatki historyczne Tomka

Get the latest posts delivered right to your inbox

Tomasz Waszczyk

Tomasz Waszczyk

Ten kto nie szanuje i nie ceni swej przeszłości nie jest godzien szacunku teraźniejszości ani prawa do przyszłości.

Read More