/Ekonomia

23 czerwca

2020

TVP robi wszystko, by przekonać Polaków, że likwidacja tej stacji to bardzo dobry pomysł.

Wczoraj “Wiadomości” pochwaliły Agatę Dudę. Wiecie - wybory.

Podkreślono aktywność i szyk Agaty Dudy. Prezencję chwalił Christian Paul, amerykański projektant mody.

Tyle, że Christian Paul nie istnieje.

Pod tą nazwą można znaleźć tylko markę producenta zegarów z australijskiego Sydney. Sama autorka materiału – Kinga Kwiecień – za złośliwe uwagi na Twitterze zaczęła… banować internautów.

Kim jest więc mężczyzna z TVP?

To Krystian Farbaniec, analityk.

christian


nalog


2013

W wieku 65 lat zmarł Krzysztof Habich, przedsiębiorca z powołania znany z toczonej przez lata wojny z fiskusem. Mimo licznych wytaczanych mu procesów, a także spędzenia wielu miesięcy w areszcie pod zarzutem oszust podatkowych nigdy nie ustąpił w swoim sporze z socjalistycznym państwem. Autor książki „Ostatnich gryzą psy” w której napisał: „Uczciwi obywatele godzą się na istnienie państwa, bo wiedzą, że ono obroni ich choćby przed złodziejami. Jakże gorzko się rozczarowują, kiedy państwo okazuje się złodziejem największym, z jedną tylko różnicą: rabusie przyznają, że zabierają dla siebie. A państwo mówi, że zabiera dla innych, poszkodowanych przez los. (…) Związek z państwem polega bowiem na tym, że pewne jest tylko to, iż trzeba dać. Natomiast czy cokolwiek się otrzyma w zamian jest absolutnie niezwiązane z tym, ile się dało i czy w ogóle dało się cokolwiek.

Niektórzy nie robią nic, ale inni robią nic.

1976

Premier rządu PRL Piotr Jaroszewicz (zdjęcie) ogłosił w transmitowanym przez radio i telewizję przemówieniu podwyżkę cen detalicznych, która miała wejść w życie cztery dni później. Mięso i jego przetwory miały zdrożeć o 69 proc., drób o 30 proc., masło i nabiał o 50 proc., a cukier nawet o 100 proc. Rząd, chcąc nieco załagodzić trudną sytuację socjalną pracowników planował zremompensować skutki podwyżki przez wypłatę rekompensat, ale na zasadach raczej daleko odbiegających od sprawiedliwości. Ludzie zarabiający najmniej (poniżej 1300 ówczesnych zł miesięcznie) mieli otrzymywać miesięcznie tytułem rekompensaty po 240 zł, zaś zarabiający najlepiej (powyżej 8000 zł) - nawet 600 zł. Ogłoszenie podwyżki cen wywołało już następnego dnia falę ogólnopolskich protestów i strajków w zakładach pracy znaną jako Czerwiec 76.

jarosiewicz

1946

Polscy komuniści zamordowali Mariana Bernaciaka, ps. Orlik - majora, dowódcę oddziału partyzanckiego 15 pp. ,,Wilków” AK.

Komendant ,,Orlik” wraz z piątką towarzyszy zostali zaskoczeni, gdy wracali z odprawy inspektoratu dowództwa WiN Puławy. Zostali zaatakowani przez przeważające siły złożone z KBW i UB. Nieprzyjaciele wiedzieli o pobycie ,,Orlika” w wiosce, ponieważ sołtys gromady Więcków gm. Trojanów powiadomił o tym fakcie najbliższą placówkę MO.

Relacja Kazimierza Piskały ps. ,,Kotek”, żołnierza z oddziału komendanta ,,Orlika” i naocznego świadka tamtego tragicznego zdarzenia :

,,W czasie jazdy koniowi odpadła podkowa. Komendant postanowił zajechać do kowala. Kuźnia znajdowała się w pobliżu skrzyżowania Trojanów-Więcków-Życzyn przy wiosce Piotrówek. Do kuźni z koniem udali się Grom i Mundek. Kret oddalił się, chyba wszedł na drzewo wiśni. Pozostali zostali na kwaterze. Od lasu Życzyn zauważyliśmy nadchodzące wojsko. Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego, UB? Oddałem w ich kierunku kilka strzałów. Strzelali również Grom i Mundek. Komendant Orlik; i Ogarek wycofywali się w stronę Trojanowa. W tym momencie Ogarek został zabity. Orlik biegł nadal w stronę lasu Trojanów.” Kilka metrów dalej ranny został komendant ,,Orlik”. Był ostrzeliwany z dwóch stron przez żołnierzy saperskich z 1 Dywizji Piechoty, a także przez Milicję Obywatelską. Podobno przed śmiercią komendant zdążył jeszcze zniszczyć dokumenty, które miał przy sobie, i dobił się strzałem z pistoletu. Pozostali dwaj żołnierze ,,Orlika” zostali pojmani przez wroga, a dwóm udało się zbiec. Za tę akcję osiemnastu polskich komunistów zostało uhonorowanych prestiżowymi odznaczeniami: sześciu Polaków otrzymało Krzyże Grunwaldu III klasy, pięciu - Krzyże Virtuti Militari V klasy, a siedmiu pozostałych - Krzyże Walecznych.

W związku z tym tragicznym wydarzeniem major „Zagon” wydał rozkaz do swoich żołnierzy:

,, Dnia 24 czerwca 1946 r. w Życzynie powiatu Garwolińskiego zginął na posterunku w służbie Tej „co nie zginęła”, śp. Komendant Orlik. ŻOŁNIERZE, Odszedł od nas Żołnierz, który całe swe życie, całą swą wolność poświęcił Tej, którą ukochał nad wszystko. Polska Wolna i Silna była Mu ideą, była Mu celem. Prowadził tę walkę od roku 1939 z okupantem niemieckim, a kiedy Niemcy zostały pokonane i Polska przy pomocy nowej Targowicy uległa nowej przemocy, nowej okupacji sowieckiej, znalazł się w pierwszych szeregach żołnierzy AK, którzy podjęli na nowo walkę z okupantem sowieckim. W tej walce nie ustawał i trudu własnego i krwi własnej nie szczędził ofiary obfitej, bo „walczyć dla Ojczyzny i umierać miło” aż stanął nad ciemną, nad zimną mogiłą bohaterski OBROŃCA OJCZYZNY. Pamięć Jego nie sczeźnie w zapomnienia pyle, lecz wryje się w serca nasze i zrodzi w nich potężniejsze uczucie wolności, a krwi naszej życie weźmie „Ta – co jeszcze nie zginęła”. W związku ze śmiercią śp. Komendanta Orlika zarządzam na terenie całego ZZK i we wszystkich oddziałach 4-tygodniową żałobę. Zakazuję wzięcia udziału poszczególnym członkom w jakichkolwiek zabawach.”

W 2009 roku Prezydent RP Lech Kaczyński nadał ,,Orlikowi”: za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej Krzyż Wielki Orderu Odrodzenia Polski. (pośmiertnie)

bernaciak

1944

Podczas lotu nad Normandią zaginął 30 letni polski pilot Aleksander Chudek ( zdjęcie). Służył w legendarnym Dywizjonie 303.Tego dnia wykonywał on rutynowy lot ,z którego nie powrócił do bazy. Przypuszczano,że został zestrzelony i trafił do niemieckiej niewoli. Kiedy jednak po wojnie nie wrócił do Anglii uznano go za poległego. Sprawa jednak wyjaśniła się po jakimś czasie,gdy okazało się,że na jednej z farm rozbił się płonący samolot z pilotem,którego nazwiska nikt nie znał. Na podstawie numeru ewidencyjnego wraku stwierdzono, że był to Spitfire Aleksandra Chudka. Ciało pilota złożono zawinięte w spadochron na miejscowym cmentarzu. 23 czerwca 2009 r. w Roucamps odsłonięto pamiątkową tablicę ku jego czci. Symboliczny grób lotnika znajduje się na cmentarzu parafialnym w Czemiernikach. Chudek miał na swoim koncie 10 zestrzeleń niemieckich samolotów.

chudek


  1. Wileńska Brygada Armii Krajowej pod dowództwem majora ,,Łupaszki” [Foto], w odwecie za zabicie przez litewską policję 20 czerwca 39 Polaków w Glinciszkach, dokonała masakry 27 cywilnych osób (w tym 12 dzieci) w zamieszkanej głównie przez Litwinów wiosce Dubinki. Na cel wybrano Dubinki, ponieważ w wiosce zamieszkiwały rodziny policjantów litewskich odpowiedzialnych za mord Polaków w Glinciszkach. Wśród ofiar zamordowanych przez 5. Wileńską Brygadę AK była także Polka, Anna Górska wraz z małoletnim synem oraz Józef Leśnikowski. Tak w jednej z ulotek pisał sam major Szendzielarz: “Nie jesteśmy żadną bandą, tak jak nas nazywają zdrajcy i wyrodni synowie naszej ojczyzny (…) Wypowiedzieliśmy walkę na śmierć lub życie tym, którzy za pieniądze, ordery lub stanowiska z rąk sowieckich, mordują najlepszych Polaków domagających się wolności i sprawiedliwości”.

fupaszka


Premier RP na Uchodźstwie Stanisław Mikołajczyk ostatecznie odrzucił ultimatum Józefa Stalina dotyczące „reorganizacji” władz polskich w Londynie, jako naruszające suwerenność państwa polskiego. Ultimatum przewidywało ustąpienie prezydenta RP Władysława Raczkiewicza, Naczelnego Wodza gen. Kazimierza Sosnkowskiego, ministra obrony gen. Mariana Kukiela i ministra informacji Stanisława Kota i publiczne zdystansowanie się rządu RP od obarczenia ZSRR zarzutem dokonania zbrodni katyńskiej.

2 lutego ambasador Harriman spotkał się ze Stalinem, potwierdzając aktualność zobowiązań teherańskich. Prezydent Roosevelt wprawdzie niepokoił się o los zbliżających wyborów, ale został uspokojony przez Stalina. Polityk amerykański pisał zresztą do Stalina 7 lutego, poruszając drażliwą kwestię reorganizacji polskiego rządu zaproponowaną przez Mołotowa w styczniu. Roosevelt wyraził przypuszczenie, iż załatwi to Churchill, który w tym samym czasie starał się wpłynąć na Mikołajczyka i kontaktował się ze Stalinem. Ostatecznie wyraził nadzieję, iż uda się znaleźć rozwiązanie “sprawy Rządu Polskiego, które pozwoliłoby samemu Premierowi polskiemu dokonać w składzie jego Rządu takich zmian, jakie mogą być niezbędne, bez jakichkolwiek oznak nacisku lub dyktatu ze strony obcego kraju”. 28 stycznia list do Stalina zaadresował Churchill. Przedstawił w nim odbywane przez siebie spotkania z Polakami. Stalin replikował 4 lutego, całkowicie odrzucając jakiekolwiek podejrzenia o chęć ingerencji w sprawy Rządu Emigracyjnego. Ponownie przedstawił warunki, jakie wcześniej postawił Mołotow, będące dla Sowietów podstawą do nawiązania ponownych kontaktów z Rządem Emigracyjnym. Chodziło przede wszystkim o częściową reorganizację gabinetu Mikołajczyka oraz o oficjalną akceptację linii Curzona przez Rząd Emigracyjny. Szczególnie zawzięli się Sowieci na ministrów Kota i Kukiela oraz Sosnkowskiego, czego wyraz dali w rozmowach z Amerykanami i Brytyjczykami. Roosevelt informował o tym ambasadora Gromykę 21 lutego. Podobną presję wywierał ambasador O’Malley w rozmowie z Mikołajczykiem w dniu 12 lutego. Trzy dni później Rada Ministrów zatwierdziła teksty rezolucji, w których odrzucono projekty graniczne oraz próby zreorganizowania Rządu Emigracyjnego. Nie przypadło to do gustu politykom zachodnim, a Churchill zdecydował się na drastyczne posunięcie. 22 lutego przemawiał przed Izbą Gmin: “Chciałbym przypomnieć Izbie, że my sami nigdy nie udzielaliśmy Polsce w imieniu Rządu Jego Królewskiej Mości gwarancji w odniesieniu do jakiejkolwiek linii granicznej […] Stanowisko brytyjskie w 1919 r. znalazło wyraz w tak zwanej linii Curzona, która usiłowała rozwiązać ten problem przynajmniej częściowo […] Wyzwolić Polskę mogą obecnie armie rosyjskie, które utraciły miliony ludzi, niszcząc niemiecką machinę wojenną. Nie wydaje mi się, aby rosyjski postulat zabezpieczenia zachodnich granic Rosji wykraczał poza to, co jest rozsądne lub słuszne”. Przemowę Churchilla doskonale odebrano w Moskwie. Zupełnie inne nastroje zapanowały w emigracyjnych kręgach polonijnych, które zbulwersowała wypowiedź premiera brytyjskiego. Pod jego adresem kierowano bardzo ostre słowa. 24 lutego Romer spotkał się z Edenem, który ostatecznie rozwiał złudzenia Polaków, jeśli je jeszcze mieli: “Polacy muszą opanować swą emocjonalność i nauczyć się podporządkowywać zasadniczym, wspólnym celom swoje interesy. Bez tego nawet te ostatnie nie dadzą się zabezpieczyć”. 7 marca Churchill pisał do Stalina kolejny list, w którym zawarł przypuszczenie, iż dyktator radziecki “nie zamknął ostatecznie drzwi do zawarcia porozumienia w trybie roboczym z Polakami”. 19 marca ambasador Clark-Kerr przekazywał Mołotowowi niepokojące wieści z Londynu, gdzie zamierzano zaszantażować nieco Stalina kwestiami militarnymi. Clark-Kerr spotkał się 19 marca ze Stalinem, mówiąc mu chociażby: “Odmowa rządu radzieckiego […] przyjęcia propozycji Churchilla [to jest odłożenia sporów do konferencji powojennej] mogłaby spowodować trudności w stosunkach anglo-radzieckich, rzucić cień na realizację operacji wojennych uzgodnionych w Teheranie i w ogóle skomplikować sprawę prowadzenia wojny przez Narody Zjednoczone”.

Marna to była pogróżka względem Stalina, który w zastraszaniu był mistrzem. Doskonale zdawał sobie sprawę, iż nikt w Wielkiej Brytanii nie będzie się narażał dla sprawy Polski i zignorował jakiekolwiek ostrzeżenia. 23 marca ponownie pisał do Churchilla i jasno określił, że stanowisko mocarstw zostało uzgodnione w Teheranie. Przypomniał Churchillowi, iż wyraził on zgodę na linię Curzona. Dyktator podkreślił także: “Związek Radziecki nie wojuje i nie zamierza wojować z Polską. Związek Radziecki nie ma żadnego konfliktu z narodem polskim i uważa się za sojusznika Polski narodu polskiego […] Istnieje natomiast konflikt między Rządem Radzieckim a polskim rządem emigracyjnym, który nie odzwierciedla interesów narodu polskiego i nie wyraża jego pragnień”. Możemy się domyślić, że znacznie lepiej pragnienia te wyrażać miała Krajowa Rada Narodowa. 27 marca spotkał się brytyjski gabinet wojenny. Churchill nie chciał ryzykować kłótni ze Stalinem i postanowił podporządkować dalszą politykę końcowemu zwycięstwu militarnemu. W marcu skończyła się pierwsza faza zamieszania wokół sprawy Polski. Konflikty na chwilę wygasły, ponieważ wszystkie strony chciały osiągnąć coś innego i nie było żadnego pomysłu na kompromis zadowalający każdego. Kreml kombinował w szczególny dla siebie sposób, starając się pozyskać do współpracy przywódców polonii amerykańskiej. Mikołajczyk także wiązał swe plany ze Stanami Zjednoczonymi. Chciał uzyskać możliwość wyprawy do USA i dyskutowania zagadnień sprawy polskiej z prezydentem Rooseveltem. Nie otrzymał jednak oficjalnego zaproszenia. Churchill doskonale orientował się w zamierzeniach polskiego premiera i popierał jego starania. 9 kwietnia spotkał się z szefem Rządu Emigracyjnego. Rozmowa przebiegała w dobrej atmosferze, aczkolwiek premier brytyjski sugerował Polakowi usunięcie Sosnkowskiego. Mikołajczyk nie miał na to wpływu, ponieważ Naczelnego Wodza odwoływał i powoływał prezydent sprzyjający generałowi. 3 kwietnia Mikołajczyk otrzymał list od Roosevelta, który twierdził, iż będzie mógł przyjąć polskiego premiera dopiero w maju. Ale później minął kwiecień, a zaproszenia wciąż nie wystosowano. Wreszcie w maju przyszła oficjalna wiadomość. Wcześniej jednak doszło do równie ważnych wydarzeń, tyle że w Europie. 25 kwietnia Churchill przewodził brytyjskiej delegacji z Cadoganem, O’Malleyem i szefem SOE Selborne’em w składzie, która spotkała się z Mikołajczykiem, Raczyńskim i przybyszami z okupowanego kraju - Zygmuntem Berezowskim, Stanisławem Ołtarzewskim i gen. Stanisławem Tatarem. Rozmowa przebiegała w napiętej atmosferze. Berezowski zarzucił Brytyjczykom sprzeniewierzenie się zasadom: ”[Polacy zaufali] Wielkiej Brytanii, jej premierowi i że w związku z tym liczą na zdecydowaną pomoc Churchilla w zabezpieczeniu prawdziwej niepodległości Polski i nienaruszalności jej granic”. Premier brytyjski replikował: “Stanąłem na stanowisku linii Curzona, linii wyłączającej Wilno i Lwów, a w zamian przyznania Polsce szerokiego dostępu do morza i cennych terytoriów kosztem Niemiec. Ewentualnie, w zależności od waszego życzenia, po linię Odry […] Takie rozstrzygnięcie winno wam dać pokaźne i zwarte terytorium jako odpowiednią siedzibę dla waszego narodu”. Oprócz wzajemnego żalu rozmowy nie przyniosły nic. Gdy pod koniec maja przyszło z dawna wyczekiwane zaproszenie do Waszyngtonu adresowane do Mikołajczyka, było jasnym, iż Roosevelt szuka poparcia w jesiennych wyborach. Głosy polonii amerykańskiej mogły zadecydować w jego batalii z Thomasem Deweyem. Zanim jednak Mikołajczyk wybrał się do Stanów Zjednoczonych, 31 maja spotkał się z Churchillem, który dawał mu rady na przyszłość. W dniach 5-14 czerwca polski premier bawił w Stanach Zjednoczonych. Zbiegło się to w czasie z ofensywą aliantów Normandii, co oczywiście na dalszy plan zepchnęło kwestię polską. Co więcej, sekretarz stanu Stettinius zapewniał stronę radziecką, iż rozmowy nie przyniosą “żadnych nowych propozycji”, co od razu przesądzało wynik wizyty Mikołajczyka. Prezydent amerykański w żywe oczy okłamywał Polaka, mówiąc, iż nie miał nic wspólnego z teherańskimi propozycjami linii Curzona. Podczas spotkań poruszono przede wszystkimi kwestie graniczne oraz stosunków z Sowietami. W sprawie granic Mikołajczyk opowiadał się za nieznacznym rozszerzeniem Polski na zachód, ale zastrzegał: “Doświadczenie nauczyło Polskę, że narody angielski i amerykański szybko znowu zapomną, co Niemcy właściwie reprezentują, i że po klęsce Niemiec będą zbyt szybko gotowe do współpracy z nimi”. Roosevelt grał rolę dobrodusznego krewniaka, który wstawi się za Polakami. Zalecał też rozsądek w kwestii sowieckiej: “Musicie pamiętać, że jest pięć czy sześć razy więcej Rosjan od Polaków, że nie możecie z nimi walczyć. Należy się więc z nimi ułożyć”. Dokładnie to robiła w tym czasie delegacja Krajowej Rady Narodowej w Moskwie, która dogadywała się ze Stalinem w kwestii powołania nowego rządu. Mikołajczyk wracał do Londynu uspokojony zapewnieniami Roosevelta. Informował kraj o swoich przypuszczeniach: “Roosevelt uważa, że ma duży wpływ na Stalina i może uzyskać od niego więcej niż Churchill, że pewne tendencje Rosji do ułożenia stosunków z Polską, wywołane niepowodzeniem prób zjednania Polaków, zostaną umocnione moralnym poparciem udzielonym Polsce i jej rządowi przez Amerykę, z którą Rosja coraz bardziej się liczy”. 22 czerwca spotkał się z Churchillem i powiadomił go o wynikach waszyngtońskich rozmów. Premier brytyjski skrytykował Mikołajczyka za jego naiwność, gdyż ten wierzył w Roosevelta i jego możliwość przywrócenia Polsce nie tylko Lwowa, ale i Wilna. Z kolei Mikołajczyka postrzegano w Ameryce na ogół pozytywnie, a Hull podsumował jego wizytę 17 czerwca w depeszy do Harrimana: “Jest bardzo rozsądny, rozumiejący sytuację i obiektywny w traktowaniu wielu problemów, wobec których stoi jego kraj”. 19 czerwca Roosevelt kontaktował się ze Stalinem, zalecając mu spotkanie z Mikołajczykiem. 24 czerwca Stalin odpowiedział, ale jak zwykle stwierdził, iż wszystko zależne jest od uznania linii Curzona i reorganizacji rządu. Innego rozwoju wydarzeń nie przewidywał. Co ciekawe, w chwili gdy Mikołajczyk planował wizytę w USA, z Sowietami spotykał się Stanisław Grabski, przygotowując grunt pod rozmowy dyplomatów radzieckich z szefem Rządu Emigracyjnego. Rozmawiali jeszcze 31 maja i 10 czerwca. Wreszcie 20 czerwca Mikołajczyk spotkał się z ambasadorem radzieckim Lebiediewem. Umówili się oni w mieszkaniu Grabskiego, gdzie mieli zapewnioną dyskrecję. Konferowali jeszcze 22 i 23 czerwca. Lebiediew jasno wyraził stanowisko rządu radzieckiego - uznanie linii Curzona, reorganizacja rządu i odwołanie Raczkiewicza, Sosnkowskiego, Kukiela i Kota, którzy w opinii Kremla byli głównym źródłem konfliktów. Dodatkowo, już 23 czerwca Lebiediew żądał wycofania Polaków ze sprawy Katynia i przeproszenia strony sowieckiej za bezpodstawne oskarżenia. Mikołajczyk nie miał wątpliwości, iż Sowieci przesadzają w swoich żądaniach i stanowczo odmówił Lebiediewowi, co zakończyło ostatecznie kilkudniowe rozmowy. Stalin mógł teraz swobodnie odpowiedzieć na list Roosevelta z 19 czerwca i obserwować rozwój wydarzeń na froncie, gdzie jego wojska przystąpiły do finałowej ofensywy. Pisał do Waszyngtonu: “Rząd Radziecki upatruje najważniejszą przesłankę tego w reorganizacji rządu polskiego, która zapewniłaby udział w nim zarówno działaczy polskich w Anglii, jak działaczy polskich w Stanach Zjednoczonych i ZSRR, a zwłaszcza polskich działaczy demokratycznych znajdujących się w samej Polsce, oraz w uznaniu przez rząd polski linii Curzona jako nowej linii granicznej między ZSRR a Polską”. Na ziemiach polskich trwała operacja “Burza”, Sowieci zbliżali się do Wisły, a sytuacja Mikołajczyka przedstawiała się coraz gorzej. I to wszystko spadło na premiera Rządu Emigracyjnego wraz z utworzeniem Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego oraz wybuchem Powstania Warszawskiego.

wybuch

wybuch2


1943

,,W okresie od zimy 1941/42 do czerwca 1943 r. we wsi Kolonia Wojewódki Dolne przechowywaliśmy w swoich zabudowaniach następujących Żydów: Berko Szafirsztejna (lat ok. 40-50), Hanię Szafirsztejn (lat 21), Bolka Szafirsztejna (lat 11), Alę Szafirsztejn (lat 9), Cywię Lewin (lat 20) oraz jedną Żydówkę z Łukowa zbiegłą z transportu do Treblinki. Mieszkaliśmy przy torach kolejowych, więc widzieliśmy transporty jeżdżące do Treblinki. Jedna z Żydówek uciekła z transportu jadącego z łukowa, ale jej nazwiska już nie pamiętam. Wyskoczyła z pociągu i złamała nogę, a mama ją przygarnęła. Żydzi ci mieli w stodole przygotowane ukrycie, ale szczerze mówiąc, to tak się bardzo nie ukrywali, tylko normalnie chodzili. Tu była kolonia, naokoło był las, dom na uboczu. W tym miejscu były tylko dwa domy - nasz i w sąsiedztwie mamy siostry. Sąsiedzi nie wiedzieli, że byli u nas Żydzi, ponieważ nikt się tym nigdzie nie chwalił. Cała tragedia rozegrała się 23 czerwca 1943 roku. Było raniutko. Spaliśmy jeszcze, jak wtargnęła żandarmeria niemiecka z posterunku w Sokołowie Podlaskim, których zwierzchnikiem był Gramss. Obudzili nas. Ja byłam dzieckiem mającym 9 lat. Ten zgiełk i wrzask Niemców to jeszcze do dziś jest w moich uszach i jak gdzieś usłyszę język niemiecki, to wszystko powraca. Zrobili po prostu pokaz publiczny, aby przestraszyć wszystkich tym, jaka kara groziła za ukrywanie Żydów. Spędzili ludzi z sąsiednich wsi z Wojewódek Dolnych i z Przywózk, bo my byliśmy na granicy między Wojewódkami a Przywózkami. W Przywózkach była już zamężna moja siostra, to nawet i ją chcieli rozstrzelać, ale komendant straży pożarnej z Przywózk, obecnie dawno nie żyjący pan Czarnocki Józef, zaręczył, że siostra nie miała z matką żadnych kontaktów i że nic nie wiedziała o przechowywanych Żydach. Moja mama, Bronisława Wojewódzka kiedyś pracowała w Niemczech i trochę znała język niemiecki, więc trochę się z nimi dogadywała, ale oni byli bezlitośni. Najpierw Niemcy rozstrzelali wszystkich Żydów, a później, ponieważ tam było dwoje zamordowanych dzieci, jeden z Niemców powiedział do mamy: ,,Skoro tak kochałaś tych Żydów, to weź zanieś tę i połóż do grobu”. To była mała dziewczynka. Miała może 7-8 lat, bawiłyśmy się razem. Więc mama wzięła tę dziewczynkę, żeby położyć ją tam razem do grobu, gdzie leżały już pozostałe ciała. Nachyliła się, aby położyć ją i w tym czasie Niemiec strzeli jej w głowę, tak że mama razem wpadła do tego dołu. My już tego nie widzieliśmy. Nas, najmłodszą trójkę, tzn. mnie Elżbietę (lat 9), Michała (lat 12) i Annę (lat 16) po prostu sołtys odwiózł do Przywózek do siostry Bronisławy, która była już zamężna. Nie wiem czym się zasugerowali. Gdy mamę rozstrzelali, to do nas dotarł odgłos strzału (…) Cały dobytek został zrabowany, a zabudowania na naszej posesji żandarmi spalili. Ja miałam trzech braci. Michała (lat 12), Józefa (lat 19), Mariana (lat 21). Dwóch ostatnich zabrali do więzienia na Pawiaku, a następnie do obozu koncentracyjnego w Mauthausen, gdzie obaj zginęli. (…) Marian pracował na kolei, a młodszy Józef uczył się na mechanika rowerowego. Michał mieszkał na Śląsku i pracował jako górnik. Zmarł w wieku 60 lat na pylicę. Prawdopodobnie do żandarmerii został wysłany list przez człowieka z baraku kolejowego. Być może doniósł M., który sam zginął potem w Treblince. My się uratowaliśmy może dzięki temu, że mama z nimi po niemiecku o nas rozmawiała. W koszulach wygnano nas ze snu i przywieziono furmanką do Przywózk. Również moja siostra Ania zginęła, mając 16 lat, kiedy przechodziła z grupą młodzieży przez tory kolejowe. Wracali z zabawy z Bartosza. Szła wtedy warta, która chodziła przy torach kolejowych. Prawdopodobnie byli to Ukraińcy w armii niemieckiej, później chyba partyzanci ich zamordowali gdzieś pod Podnieśnem. (…) Puścili serię strzałów z karabinu maszynowego, a że siostra była w jasnej sukience i najbardziej rzucała się w oczy - zginęła na miejscu. (…) Nasza rodzina opiekowała się Żydami tak za życia, jak i po śmierci, troszcząc się o wspólną mogiłę. Są na niej wszystkie nazwiska osób, które zginęły i tam spoczywają. Co roku miejsce to jest odwiedzane przez młodzież z Przywózk. (…)”

Źródło cytatu: MWiM w Treblince, Akta osobowe, Bronisława Wojewódzka, Józef Wojewódzki, Marian Wojewódzki; MWiM w Treblince, Relacja Elżbiety Kozak (z d. Wojewódzkiej).

wojewodzcy

1941

Samoloty sowieckie 212 Pułku Lotnictwa Bombowego zrzuciły na Warszawę swoje pierwsze bomby. Celem tego dosyć nieudolnego bombardowania miały być mosty na Wiśle oraz znajdująca się w Rembertowie niemiecka fabryka amunicji “Pocisk”. Bomby zrzucone z wysokości 8 kilometrów nie uszkodziły żadnej z warszawskich przepraw. Część z pocisków spadła nawet prosto do Wisły. Nie oznacza to jednak, że nie obyło się bez strat. Nieudolność Sowietów spowodowała, że zniszczeniu uległa spora część miasta. Istnieją bardzo rozbieżne dane, co do strat poniesionych przez Niemców. Według danych sowieckich wyniosły one 55 osób, według innych analiz jedynie 6. Straty w ludności cywilnej to 42 osoby, z czego aż 34 to ofiary zbombardowania kościoła świętego Floriana na Pradze, obok którego przejeżdżał akurat tramwaj wypełniony pasażerami. Na zdjęciu sowiecki bombowiec Ił-4 (wcześniejsze oznaczenie DB-3F) wykorzystywany w nalotach na Warszawę.

samolot

1793

https://pl.wikipedia.org/wiki/Sejm_grodzie%C5%84ski_(1793)

1764

Zakończyły się obrady Sejmu konwokacyjnego, zwołanego w celu przygotowania elekcji Stanisława Augusta Poniatowskiego.

Ostatnia elekcję w dziejach Rzeczypospolitej Obojga Narodów trudno nazwać wolną. Starania Familii, aby wprowadzić na tron własnego kandydata, zaowocowały planami wspieranego przez wojska rosyjskie zamachu stanu jeszcze za życia Augusta III. Przygotowania do wyboru wygodnego dla Rosji monarchy zaowocowały porozumieniem rosyjsko-pruskim z kwietnia 1764 r., w którym jako kandydata wskazano stolnika litewskiego, Stanisława Augusta Poniatowskiego. Z Rosją łączyło go nie tylko doświadczenie polityczne, ale także życie prywatne — przebywając jako poseł w Petersburgu był kochankiem carycy Katarzyny. 7 maja rozpoczął obrady sejm konwokacyjny (zwoływany w celu wybrania króla), który mimo niewielkiej liczby posłów (wspieranych jednak przez wojska carskie) przeprowadził reformy w dużym stopniu ograniczające demokrację szlachecką.

Zakończone 23 czerwca obrady zaowocowały zniesieniem liberum veto w sprawach dotyczących skarbu i wojska, ograniczeniem kompetencji hetmanów oraz reformą podatkową. Istotnym punktem było uznanie tytułów cesarzowej Rosji i króla Prus, co pozwoliło władcom tych państw na roszczenia wobec ziem Rzeczypospolitej. Zawiązana konfederacja generalna pozwoliła posłom i senatorom na przeprowadzenie sejmu elekcyjnego. 7 września nielicznie zebrana szlachta dokonała przy obecności wojsk rosyjskich elekcji wskazanego kandydata. Stanisław August Poniatowski został koronowany na króla Polski 25 listopada 1764 r.

sejmkonwokacyjny

1602

Miała miejsce bitwa pod Kokenhausen (obecnie w granicach Łotwy).Wspominam ją, ponieważ w znaczący sposób wpisuje się ona w naszą historię. Po detronizacji Zygmunta III Wazy z tronu szwedzkiego, realizując obietnice z czasów elekcji, król wydał akt inkorporacji Estonii do Rzeczypospolitej. Wydarzenie to stało się przyczyną wybuchu wojen polsko-szwedzkich. Działania zbrojne toczyły się początkowo na obszarze Inflant (Estonia i część Łotwy). Oblegające Kokenhausen oddziały polsko- litewskie zostały zaatakowane przez idącą na odiecz załodze armię szwedzką. Armią Rzeczypospolitej dowodził hetman wielki litewski Krzysztof “Piorun” Radziwiłł (grafika). Do swojej dyspozycji miał ponad 3 tys. żołnierzy (2900 jazdy, 300 piechurów oraz 17 dział). Nieprzyjacielskie oddziały Carla Carlssona Gyllenhielma były liczniejsze - 4 tys. jazdy i 900 piechurów, wspieranych przez ok. 20 dział. Bitwę rozpoczął atak Szwedów na lewym skrzydle. Szarżę powstrzymywały wojska polskie , po czym nastąpił kontratak husarii. Uderzenie ciężkiej jazdy przełamało linie szwedzkie, zmuszając jazdę nieprzyjaciela do ucieczki. Losy zmagań na prawym skrzydle przesądziła artyleria, która celnym ogniem wsparła atak polskiej kawalerii. Bitwa zakończyła się zwycięstwem wojsk Rzeczypospolitej. W batalii udział odznaczyli się Jan Karol Chodkiewicz oraz Janusz Radziwiłł.

radziwill


Edytuj tę stronę dzieląc się własnymi notatkami!

Subscribe to Notatki historyczne Tomka

Get the latest posts delivered right to your inbox

Tomasz Waszczyk

Tomasz Waszczyk

Ten kto nie szanuje i nie ceni swej przeszłości nie jest godzien szacunku teraźniejszości ani prawa do przyszłości.

Read More