/Polska

28 lipca

2020

Myśleć to znaczy wiedzieć przed (i działać).

ZMIANA LIMITU ZADŁUŻENIA

Kilka dni temu w przestrzeni publicznej pojawiła się informacja, że cześć „młodych” ekonomistów związanych z PiS zastanawia się nad ewentualnym zwiększeniem konstytucyjnego limitu zadłużenia Polski. Artykuł z ich wypowiedziami póki co traktuje jako „wrzutkę”, co nie oznacza, że rządzący poważnie nie zastanawiają się nad taką możliwością.

Właśnie czytam informację o tym, że powstaje film o Edwardzie Gierku. Przy okazji na stronie relacjonującej dość szeroko ten projekt można znaleźć dokument, który w ciągu dwudziestu kilku minut opowiada o byłym pierwszym sekretarzu PZPR. A w nim możemy usłyszeć np. o tym, że Gierek chciał modernizować kraj, a ponieważ nie miał na to środków, sięgnął po kredyty zagraniczne. Znamy oczywiście całą historię i również to, że obok inwestycji, które miały sens, choćby w przemyśle motoryzacyjnym, część z tych środków po prostu przejedzono. A ze spuścizną, czyli z zadłużeniem, męczyliśmy się jeszcze przez długie lata.

Politycy lubią się zadłużać. Bo dług to pieniądze. A pieniądze to możliwość wydawania, czyli zaspokajania potrzeb społecznych. A zaspokajanie potrzeb społecznych oznacza większe szanse w kolejnych wyborach. I to jest tak naprawdę największe ryzyko związane z długiem i z politykami. Dlatego właśnie, patrząc na historię, dobrze jest ten dług trzymać w ryzach. Nie chodzi tu o samą wartość długu, ale o odniesienie go do jakiejś wielkości, która reprezentuje potencjał do obsługi i późniejszej jego spłaty. Taką wielkością jest PKB, czyli Produkt Krajowy Brutto. I stąd najbardziej podstawowy wskaźnik pokazujący zadłużenie i odnoszący je do potencjału spłaty tego zadłużenia to wartość długu w stosunku do PKB.

Każdy członek Unii Europejskiej, w szczególności strefy euro, podlega reżimowi zadłużania. Chodzi po prostu o to, żeby jakiś jeden kraj swoją nieodpowiedzialnością nie doprowadził do problemów w całej grupie. Jednym z najważniejszych ograniczeń w kwestii zadłużenia się jest limit 60% długu w stosunku do PKB. Jeśli jest więcej, Komisja Europejska ma reagować. Wprowadzony kilka lat temu tzw. pakiet fiskalny wzmocnił możliwość tej reakcji, niektóre działania są teraz podejmowane niejako z automatu. Wszystko to było pokłosiem de facto upadłości Grecji, która o mało nie doprowadziła do rozpadu strefy euro. Grecy myśleli, że mogą się zadłużać i nic im się nie stanie. Tym bardziej, że stoi przecież za nimi potężna strefa wspólnej waluty, której byli członkiem. Ale okazało się, że tak nie jest. Co prawda pożyczający Grecji przestraszyli się dopiero wtedy, gdy dług tego kraju przekroczył 150% PKB, ale nigdy nie wiadomo, kiedy ten strach u dających środki się pojawi. A jak się pojawi, to pieniędzy nie ma już skąd wziąć. I wtedy trzeba ogłosić niewypłacalność. A potem? Sami Państwo widzieli na przykładzie Grecji.

Jesteśmy jednym z niewielu Państw na świecie, które ma wpisane limity zadłużenia w różnych aktach prawnych. Najważniejszym z nich jest Konstytucja. Tam właśnie mamy limit 60% długu w stosunku do PKB. Ta wielkość, ale także 50% i 55% są także wpisane w Ustawie o Finansach Publicznych. I przekroczenie ich niesie za sobą odpowiednie działania.

I oto pojawił się pomysł, żeby ów limit w Konstytucji zmienić. Na razie jest to głos tzw „młodych” ekonomistów PiS związanych z Polskim Instytutem Ekonomicznym. Osobiście traktuje ten pomysł jako swoistą „wrzutkę”, która ma pokazać, jaka będzie reakcja głównie ze strony tych, którzy pożyczają nam pieniądze. A głównie inwestorów zagranicznych. No i nie stawiałbym na to, że ta próba dyskusji na ten temat jest tylko inicjatywą kilku młodych osób. Myślę, że taki pomysł faktycznie mógł zakiełkować u rządzących.

Faktem jest, że nigdzie w teorii ekonomii nie jest napisane, że akurat 60% długu do PKB to poziom bezpieczny. A może 59%, albo 62,5%. Mało tego: wiele krajów permanentnie ten poziom przekracza i nic się złego nie dzieje. Choćby Stany Zjednoczone, obecnie dwukrotnie, czy Francja, półtorakrotnie. W dalszym ciągu kraje te pożyczają pieniądze, w dodatku są określane, szczególnie USA, jako bardzo bezpieczne. Prawdą jest także to, że możemy wskazać masę wydatków finansowanych ze zwiększenia długu, które na pierwszy rzut oka wydają się sensowne. I zwiększyłyby one polski potencjał, także do spłaty długu, w przyszłości. Na przykład modernizacja szlaków wodnych, sieci elektroenergetycznych, dokończenie budowy sieci dróg szybkiego ruchu, może nawet Centralny Port Komunikacyjny, choć osobiście do tego ostatniego nie jestem przekonany. A więc co, limit do zmiany?

Nie tak szybko, sprawa nie jest taka prosta. Jednak trochę mi tu zaczyna pachnieć Gierkiem, ale po kolei.

Porównywanie się w tej dyskusji do krajów typu Stany Zjednoczone nie ma sensu choćby z takiego powodu, że potencjał USA jest wciąż nieporównywalny z nami. I wiara w ten potencjał, bo to nie jest to samo, również. To jest w zasadzie podstawowa kwestia w analizowaniu problemu zadłużania się krajów. Dokąd się możemy zadłużać? Dotąd dokąd ktoś chce nam pożyczać pieniądze. Problem w tym, że nie wiemy dokładnie jaki jest ten poziom. A sam moment zatrzymania finansowania może być dość gwałtowny, o czym przekonała się dobitnie Grecja. Jeśli nawet uznalibyśmy, że ktoś pożyczy Polsce pieniądze nawet wtedy, gdyby jej dług do PKB wynosił 80%, to pytanie co by się stało, gdyby nagle świat, czy Europę nawiedził kryzys, który doprowadziłby do gwałtownego wzrostu tego wskaźnika. Tak jak w Grecji. Skąd wtedy wzięlibyśmy pieniądze? Argument o tym, że na przykład Węgry albo Chorwacja, mają wyższy poziom długu/PKB, odpowiednio 70% i 75%, i nic się nie dzieje nie musi zadziałać także w przypadku Polski i takich właśnie nadzwyczajnych okoliczności. Porównywanie się natomiast na przykład do Włoch, czy Hiszpanii, oba kraje w sposób zasadniczy przekraczają poziom 60% długu/PKB, jest to bowiem odpowiednio 135% i 97%, o tyle nie ma sensu, że po pierwsze wciąż są to większe i bogatsze gospodarki, a po drugie są one w strefie euro. A zatem stoją za nimi choćby Niemcy, co w ogóle zmienia kwestię podejścia do ryzyka.

Kolejna kwestia to sam moment podjęcia dyskusji o zmianie limitu zadłużenia. Nigdzie nie jest powiedziane, o czym wspomniałem, że maksymalny poziom zadłużenia nie może być wyższy niż 60%. Ale jeśli dyskusję o zmianie zaczynamy wtedy, kiedy akurat zderzamy się z widmem realnego przekroczenia tego poziomu, a to nam grozi w roku 2020, to wiadomo, że robimy to po to, żeby móc ten poziom przekroczyć. A potem to już jest tylko dobudowywanie teorii do tego co się wydarzyło.

Po trzecie jaką mamy gwarancję, że dodatkowo pożyczone środki pójdą rzeczywiście na inwestycje? Na coś, co faktycznie będzie budowało nasz potencjał w przyszłości? Co to w ogóle oznacza tak naprawdę „na inwestycje”? Pamiętacie państwo hasło stworzone przez premier Szydło, że „500+ to nie koszt tylko inwestycja”. Nie chce absolutnie dyskutować o zasadności programu 500+, ale faktem jest, że politycy mają tendencje do rozumienia rzeczywistości w taki sposób, żeby wszystko im pasowało. Nie wiemy zatem, czy za kilka lat słowo „inwestycje” przynajmniej np. w rozumieniu ustawy o finansach publicznych nie będzie oznaczało zupełnie czegoś innego niż dzisiaj potrafimy sobie wyobrazić. Wszak inwestycje to mogą być wydatki na szkolnictwo, bo inwestujemy w przyszłe pokolenia, na profilaktykę zdrowotną i na parę jeszcze innych rzeczy. Choćby na program 500+. Bo rzeczywiście można go odbierać także jako inwestycje. Przynajmniej w części.

Po czwarte jest ewidentnie tak, jak już pisałem kilka razy. Przyszedł okres dekoniunktury i się okazuje, że jednak nie jesteśmy w stanie finansować tych wszystkim pomysłów, które się w ostatnich pięciu latach pojawiły. Trzeba zatem albo coś ściąć, to raczej politycznie na razie niewykonalne, albo podnieść podatki lub parapodatki, to także politycznie niełatwe, albo…no właśnie, albo się dodatkowo zadłużyć. Oczywiście, że nikt nie przewidział koronawirusa i jego konsekwencji. Ale gdybyśmy nie wydawali tyle w ostatnich latach, to nasza rezerwa byłaby teraz większa.

No i na koniec jeszcze dwie kwestie. W zasadzie chyba fundamentalne. Jedna dotyczy samej zmiany Konstytucji i tego, czy to jest w tej chwili w ogóle realne. W końcu rządzący większości konstytucyjnej nie mają. A druga to to, że jesteśmy w Unii Europejskiej. A będąc w niej obowiązuje nas 60% maksymalnej wartości długu do PKB. Najpierw zatem trzeba by było rozmawiać na temat zmiany tego poziomu w UE, a potem dopiero zabierać się za nasze wewnętrzne przepisy. Choć faktem jest, że konsekwencje przekroczenia 60% wynikające z polskich przepisów są poważniejsze. Bo oznaczają złamanie Konstytucji. W przypadku przepisów unijnych musielibyśmy napisać plan ograniczania zadłużenia, ten plan musiałby zostać przez władze UE przyjęty i jego realizacja załatwiłaby sprawę. A i tu można by było coś jeszcze pokombinować. Ostatecznie mamy przecież parę przykładów, jak choćby wspomniane przeze mnie Węgry, w tej kwestii.

2004

Sprowadzone zostały z USA do Polski prochy zmarłego 30 listopada 1960 roku w Waszyngtonie generała broni Antoniego Chruściela ps “Monter”. Przypomnijmy, że od października 1940 roku pełnił on funkcję szefa sztabu Komendy Warszawa-Miasto Związku Walki Zbrojnej, od roku 1941 roku był komendantem okręgu Warszawa-Miasto, a w czasie Powstania Warszawskiego faktycznym dowódcą większości sił powstańczych. W roku 1946 komuniści pozbawili go polskiego obywatelstwa, co uzasadnili ” „przyjęciem bez zgody właściwych władz polskich, urzędu publicznego państwie obcym”. Prochy “Montera” spoczęły 30 lipca 2004 roku na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach.

monter

1998

,,Był wielkim polskim patriotą, chociaż nie był typowym Polakiem. Kulturowo należał do tradycji Morza Śródziemnego, a genealogicznie był Polakiem tylko w niewielkim stopniu. Jego ojciec był pół-Ormianinem, a druga połowa była niemiecko-austriacko-czeska. Prababka Zbyszka ze strony matki była z rodziny niemieckich kolonistów, słabo mówiła po polsku. A on był wychowany w duchu tradycyjnego polskiego patriotyzmu. I jako polski patriota tym bardziej nie mógł się pogodzić z polskością. Bo kochał Polskę idealną, może wyidealizowaną. A Polska jest, jaka jest. I Polacy też są, jacy są. Widział tę naszą małość. Najbardziej ją widział, kiedy wróciliśmy do Polski w latach 90. I to go bolało, bo widział, że ten kraj nie może się podnieść. To był jego osobisty dramat. A ja marzę o jednym: żeby postać Zbyszka nareszcie przestała być używana do robienia taniej polityki przez ludzi, którzy w ostatnich latach życia zaczęli go oklejać. On był zawsze wobec ludzi otwarty, ale pod koniec ta otwartość stała się naiwnością. Stał się bezbronny jak dziecko. I różni cwaniacy go za nos wodzili. Bo dopóki kogoś nie złapał za rękę, to mu bezgranicznie ufał. Ale też jak się do kogoś zniechęcił, jak się zirytował, nie liczył się ze słowami. Po prostu mówił to, co akurat myślał. Nie wszyscy to dobrze znosili. Nie wszyscy rozumieli to, co się z nim wtedy działo. Ale tak z przyjaźniami bywa. Bardzo mądrze powiedział Różewicz: z miłością nie ma problemu. Wybucha, potem jej nie ma. A z przyjaźnią sprawa jest tajemnicza. Są wzloty i upadki. Nie wiadomo dokładnie, kiedy się zaczyna, czasem zamiera, potem się odradza, znów przygasa i znów się odradza. Tylko że nie każde nieporozumienie ludzie zdążą wyjaśnić, nie każda przyjaźń zdąży się odrodzić. W pewnym momencie niestety czas się kończy. A czas Zbyszka się skończył o wiele za wcześnie. Miał tylko 74 lata.” (fragment wywiadu udzielonego przez Katarzynę Herbert, wdowę po Zbigniewie Herbercie dla Gazety Wyborczej - 30/12/2000-01/01/2001) 28 lipca 1998 roku w Warszawie zmarł Zbigniew Herbert- poeta, eseista i dramaturg, podejmujący w swojej twórczości problemy moralno-filozoficzne będące świadectwem duchowego oporu literatury polskiej w okresie jej zniewolenia. Autor zbiorów wierszy Struna światła, Przesłanie Pana Cogito, Raport z oblężonego miasta, Elegia na odejście, a także esejów (Barbarzyńca w ogrodzie, Martwa natura z wędzidłem), dramatów i słuchowisk radiowych. Jego książki zostały przetłumaczone na 38 języków obcych. Herbert był laureatem ponad dwudziestu polskich i zagranicznych nagród literackich m.in. Nagrody Fundacji im. Kościelskich, Nagrody im. Herdera, Nagrody Polskiego PEN Clubu im. Jana Parandowskiego, Nagrody im. Brunona Schulza, Nagrody Jerozolimskiej i wielu innych. Od końca lat 60. XX w. był jednym z najpoważniejszych pretendentów do Literackiej Nagrody Nobla. W życiu prywatnym najlepszym przyjacielem Zbigniewa Herbarta był Czesław Miłosz. Katarzyna Herbert, żona poety, o relacjach męża z Czesławem Miłoszem w „wywiadzie rzece” dla Gazety Wyborczej z 2000 roku powiedziała: ,, Oni byli sobie naprawdę bardzo bliscy. To było coś więcej niż znajomość albo nawet przyjaźń. Zbyszek w jakiś sposób kochał Miłosza i jestem przekonana, że Czesław – chociaż dziś może by się tego wyparł – darzył Zbyszka prawdziwym uczuciem. A przy tym Zbyszek był jednym z niewielu ludzi, których tolerowała żona Czesława Janka, bardzo dbająca o to, żeby różni polscy literaci Czesława nie nachodzili. A Zbyszek był u Miłoszów zawsze mile widziany (…)”. Zbigniew Herbert spoczął na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie. Miał 74 lata.

herbert

1975

Sąd Wojewódzki w Katowicach skazał na karę śmierci Zdzisława Marchwickiego (zdjęcie). “Wampir z Zagłębia”, bo tak nazwały go media, został oskarżony o dokonanie w latach 1953-1970 zabójstw czternastu kobiet (jedną z ofiar była bratanica Edwarda Gierka, Jolanta) oraz usiłowanie kolejnych sześciu zabójstw. Ostatecznie Zdzisław Marchwicki i jego brat Jan zostali skazani za zabójstwo tylko jednej kobiety 45-letniej Jadwigi K. Pozostałych zabójstw im nie udowodniono. Karę śmierci przez powieszenie wykonano w grudniu 1975 roku.

wampir


Rozpoczęła się dwudniowa wizyta w Polsce prezydenta USA Geralda Forda. Pierwszym odwiedzonym miastem była Warszawa, do której amerykański polityk przybył prosto z Moskwy. Podczas wizyty w Polsce Ford skupił się głownie na współpracy handlowej między Polską, a Stanami Zjednoczonymi, kwestiach podatkowych, współpracy przemysłowej, badaniach naukowych i technologiach. Następnego dnia udał się do Krakowa, z którego odleciał do Helsinek na na konferencję szefów rządów i głów państw 33 krajów europejskich oraz Kanady i USA, zakończoną podpisaniem Aktu Końcowego Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. Na zdjęciu Gerald Ford i Edward Gierek.

fordgierek

1943

W prywatnym apartamencie w Białym Domu w Waszyngtonie (USA) odbyło się spotkanie emisariusza władz Polskiego Państwa Podziemnego Jana Karskiego z prezydentem Stanów Zjednoczonych Franklinem Delano Rooseveltem. W czasie trwającego godzinę i piętnaście minut spotkania Karski przedstawił Roosveltowi swój raport na temat tragicznej sytuacji ludności polskiej i żydowskiej pod okupacją niemiecką. Przedstawił skalę demoralizacji okupanta, stosowane przez niego środki terroru, działalność podziemia żydowskiego i strukturę polskiej konspiracji. Jan Karski przekazał postulaty, jakie wysuwali wobec aliantów przywódcy żydowscy, którzy wprowadzili Karskiego do getta warszawskiego. Jan Karski odpowiadał również na bardzo szczegółowe pytania samego prezydenta. Po latach Karski wspominał: ,,Serce biło mi mocno, kiedy wchodziłem do Białego Domu z ambasadorem Polski. Miałem spotkać najpotężniejszego człowieka na świecie. Prezydent Roosevelt sprawiał wrażenie silnego, wypoczętego i dalekiego od zapracowania. Wydawało się, że ma dużo czasu. Przywitał się z nami i poprosił o zajęcie miejsc w fotelach. Zapalił papierosa w wyjątkowo długiej srebrnej lufce. Już pierwsze pytanie pokazywało, że jest bardzo dobrze poinformowany o sytuacji w Polsce, ale chce wiedzieć więcej.

  • Czy sytuacja w Polsce jest rzeczywiście tak zła jak mówią? – zapytał. Odpowiedziałem, że nie wiem, co się mówi w Waszyngtonie. Podałem jednak przykłady planowej polityki wyniszczania narodu polskiego: głodowe racje żywnościowe, brak lekarstw, demoralizowanie młodzieży, drakońskie kontrybucje nakładane na rolników. […] Prezydent zadawał bardzo konkretne i szczegółowe pytania. O tajne nauczanie i jego metody. O sposób chronienia dzieci i młodzieży przed skutkami wojny. O sytuacje chłopów. O straty materialne. Zapytał, czym tłumaczę fakt, że w Polsce nie wyłonił się żaden Quisling ani ośrodek kolaboracji z Niemcami. Prosił o potwierdzenie informacji na temat prześladowania Żydów. Sprostowałem, że nie prześladowania, a planowej zagłady narodu żydowskiego. Podałem przykłady. Wspomniałem o żydowskich oczekiwaniach wobec aliantów. Pytał szczegółowo o technikę sabotażu i dywersji, o działalność partyzancką. Interesowało go, czy łatwo można kupić od Niemców broń. Na każde pytanie oczekiwał precyzyjnych i jasnych odpowiedzi […] zrobił na mnie wrażenie człowieka o szerokich horyzontach. Podobnie jak Sikorski, ogarniał myślą nie tylko jeden kraj, ale starał się widzieć go w kontekście społeczności międzynarodowej. Kiedy po godzinie i dwudziestu minutach opuszczałem gabinet prezydenta Stanów Zjednoczonych, czułem się zmęczony. Prezydent nie wyglądał na zmęczonego.” (źródło: J. KARSKI, TAJNE PAŃSTWO, WARSZAWA 2004, S. 290)

karski3


Edytuj tę stronę dzieląc się własnymi notatkami!

Subscribe to Notatki historyczne Tomka

Get the latest posts delivered right to your inbox

Tomasz Waszczyk

Tomasz Waszczyk

Ten kto nie szanuje i nie ceni swej przeszłości nie jest godzien szacunku teraźniejszości ani prawa do przyszłości.

Read More